Najszybsze znajomości - Mates.pl
Nie zalogowano
Nowy temat
15 kwietnia 2013, 20:49
Oto fragment mojej twórczości. Zapraszam do czytania i komentowania.

Słońce wpadające przez okno do pokoju obudziło Viridianę. Podniosła się na łóżku, rozprostowała ramiona po czym wstała i ubrała się w swoje codzienne ubrania, które dla dwudziestolatki mieszkającej w mieście nie były częstym wyborem. Większość normalnych dziewcząt wybierała piękne suknie a nie krótką bluzkę, długie spodnie ze skórzana kurtką ale Viridiana nie była zwykłą dziewczyną. Zamiast pobierać nauki krawiectwa lub terminując w kaplicy ona wolała uczyć się szermierki. Już od najmłodszych lat jej ojciec, generał uczył ją jak posługiwać się bronią białą jak miecze i sztylety oraz bronią dystansową jaką był łuk.
Viridiana była niebieskooką, wysoką dziewczyną o długich, czarnych i kręconych włosach. Jej sylwetka była smukła i wysportowana. Wiele kobiet w jej wieku zazdrościło jej urody. Nawet w męskich ubraniach wyglądała olśniewająco. Nie raz jakiś chłopak to zauważył i zebrał się na odwagę do zalotów ale dziewczyna nie pozwalała na to. Uważała, że ma jeszcze czas na wyjście za mąż. Póki co wolała cieszyć się wolnością.
Ubrana wyszła z pokoju i zanim wyszła na zewnątrz weszła jeszcze na chwilę do kuchni by wciąć coś na przekąskę. W koszyku leżało kilka zielonych jabłek. Wzięła jedno i ugryzła. Tak jak się spodziewała było twarde i soczyste. Wyszła na zewnątrz i od razu zaczerpnęła świeżego powietrza.
Ulice Nevendaru, miasta, w którym żyła od urodzenia jak co dzień były zatłoczone. Wszędzie widziała znajome twarze, kupców, rzemieślników i ich czeladników. Miasto tętniło życiem. Powietrze było czyste i nie czuło się odoru nieczystości wylewanych przez okna na ulicę. W Nevendarze tego nie robiono. Pod miastem roiło było pełno kanałów ściekowych, które odprowadzały nieczystości poza miasto. Miasto było jednym z najpiękniejszych jakie istniały na świecie. Dziewczyna nie widziała innych ale z opowieści, które usłyszała od podróżnych kupców nie były tak piękne jak to.
Dziewczyna przechodziła pomiędzy kramami gdy ujrzała jak ktoś do niej macha ręką. Był to Kael, jej wierny przyjaciel. Odmachała mu ręką jednocześnie się uśmiechając. Na nic nie czekając podeszła bliżej. Kael stał oparty o ścianę tawerny. Był niewiele starszy od dziewczyny. Miał krótko obcięte, blond włosy z grzywką zaczesaną ku górze. Brodę ukrywał pod niewielkim zarostem, o który ciągle dbał. Nie był ogromny jak czeladnik kowala lecz szczupły ale jego całą sylwetkę stanowiły mięśnie. Był strażnikiem miejskim tak jak wcześniej jego matka, która zmarła gdy miał pięć lat. Wychowywany pod czujnym okiem ojca, kowala posiadł wiedzę mistrza kowalskiego ale nigdy nie chciał wykuwać broni. Wolał jej używać chociaż robił to tylko wtedy kiedy musiał. Zwykle w mieście nie była mu potrzebna. Czasem w okolicznych lasach gdy pojawiali się bandyci rabujący farmy i kupców straż miejsca wysyłała oddział by się z nimi rozprawili. Kael często sam zgłaszał się na ochotnika. Głęboko wierzył, że walka jest dobra tylko wtedy gdy walczy się w słusznym celu i w obronie słabszych.
- Witaj Vi. – uśmiechnął się na jej widok. Gdyby spotkała go pierwszy raz pewnie zakochałaby się w jego uśmiechu ale znała go aż za dobrze i wiedziała, że ten uśmiech jest dla każdego taki sam kto jest z nim w pokojowych stosunkach.
- Nie masz dziś służby? – spytała pokazując na jego ubranie. Spodziewała się munduru a nie białej koszuli i brązowych spodni.
- Właściwie to mam nocną wartę więc jak na razie jestem wolny. Chciałem odwiedzić Corda. Powinien być wczoraj w mieście. Nigdy się nie spóźniał. Pójdziesz ze mną?
- Z przyjemnością.
- Weź ze sobą łuk. Może uda nam się coś upolować nim dojdziemy na miejsce. – powiedział chłopak na co Vi odpowiedziała tylko skinieniem głowy po czym odwróciła się i ruszyła w kierunku domu. Nie odeszła daleko gdy za nią rozległo się wołanie:
- Spotkamy się przy zachodniej bramie! – krzyczał Kael. Pomachała mu ręką na znak, że zrozumiała i poszła dalej. Gdy wróciła do domu przewiesiła łuk i kołczan ze strzałami przez plecy. Do zachodniej bramy nie miała daleko. W kilka minut była na miejscu a Kael już tam na nią czekał. Gdy tylko podeszła bliżej wyszli przez bramę. Zeszli z traktu kierując się bardziej na zachód w kierunku lasu gdzie stała chata Corda. Głośno rozmawiali nie przejmując się, że ktoś może ich usłyszeć. Wciąż byli blisko miasta a do celu jeszcze długa droga. Konno pokonaliby drogę szybciej ale nie mogliby się cieszyć swoim towarzystwem co obojga radowało. Vi w Kaelu oprócz przyjaciela widziała także starszego brata, który zawsze się o nią troszczył. Gdy byli dziećmi zawsze stawał jej w obronie nawet jeśli musiał jej bronić przed całą grupą, starszych chłopaków. Często dostawał cięgi tylko po to by ona mogła uciec i się ukryć. Było tak dopóki nie podrosła i nie nauczyła się sama sobie radzić. Teraz nie musiał jej bronić przed bandą łobuzów ale gdyby potrzebowała pomocy porzuciłby wszystko inne i stanąłby przy niej zasłaniając ją przed każdym ciosem. Najważniejsze w tym zachowaniu Kaela było to, że bronił jej nie dlatego, że uważał ją za słabą i nie potrafiącą sobie poradzić. Wręcz przeciwnie. Doskonale wiedział do czego jest zdolna. Bronił jej bo wierzył, że każdy potrzebuje pomocy.
Teren zaczął się unosić a oni byli już w połowie drogi gdy wspięli się na wzniesienie, z którego było już widać chatę Corda. Niestety byli jeszcze zbyt daleko by zobaczyć czy ktoś jest przed chatą a krzyk nie poniósłby się wystarczająco daleko by ktoś w chacie mógł ich usłyszeć.
16 kwietnia 2013, 17:02
Bardzo fajne.
07 października 2013, 18:35
jeśli chodzi o opowiadania to polecam mojego bloga (http://laurapeytonylonen.blog.com/)jest dostepny takze na moim profilu-mates.pl oraz do odwiedzenia strony http://deathprincess69.deviantart.com/gallery/
Website monitoring | Uptimia
Mates.pl używa ciasteczek (cookies) aby polepszyć jakość obsługi. Możesz dowiedzieć się więcej na tutaji w naszej polityce prywatności.
Jeśli się z tym nie zgadzasz, zmień ustawienia swojej przelądarki tak, aby nie akceptowała cookies.